Mity o rodzicielstwie, które szkodzą relacji i rozwojowi – część I

Mity o rodzicielstwie, które szkodzą relacji i rozwojowi – część I

W rozmowie z Moniką Szczepanik przyglądamy się przekonaniom, które nie służą relacjom, pomiędzy rodzicami i dziećmi, a które są bardzo silnie zakorzenione w społecznej świadomości. Przekonaniom, w których utwierdzają rodziców ich własne doświadczenia z dzieciństwa, liczne poradniki i artykuły. Podczas warsztatów dla rodziców, moja rozmówczyni wielokrotnie słyszy od uczestników, że stosując się do takich zaleceń, nie czują się oni dobrze i mają wrażenie, że nie służy to dziecku,im samym ani atmosferze w domu. Jednocześnie, rodzice nie zawsze mają odwagę, by przeciwstawić się stereotypom i zacząć działać zgodnie ze sobą. Poniżej garść argumentów, które mogą okazać się pomocne tym, którzy poszukują własnej drogi budowania relacji z dziećmi.

Monika Szczepanik jest pedagogiem i trenerką rozwoju osobistego. Prowadzi warsztaty i wyjazdy dla rodziców i nauczycieli, podczas których zapoznaje uczestników z ideą Porozumienia Bez Przemocy. Prowadzi blog Świat Żyrafy (dawniej: www.wswieciezyrafy.blogspot.com). Prywatnie jest mamą dwóch córek. Lubię zasięgać jej eksperckiej opinii, kiedy piszę na tematy, związane z komunikacją. Cenię sobie jej autentyczność, czyli to że w sposób, w jaki mówi i wchodzi w relacje bardzo współgra z tym, co mówi.

Konsekwencja przede wszystkim

Przekonanie 1: Rodzice powinni być konsekwentni w stosunku do swoich dzieci, by nie utracić autorytetu i zapewnienić im poczucie bezpieczeństwa.

Gosia Stańczyk: Czy konsekwencja służy relacjom z dziećmi?

Monika Szczepanik: Bycie konsekwentnym nie ma za wiele związku z życiem, bo życie nie jest stałe. Ujmując to obrazowo, życie nie jest kamieniem, tylko wodą, która płynie. Kiedy rzeka płynie, to jej nurt raz zabiera kamienie, a raz ich nie zabiera. Nie dlatego, że nie jest konsekwentna, tylko dlatego, że czasem zabranie kamieni tej rzece służy, a czasem nie służy. Kiedy myślę sobie, że jako rodzic mam być konsekwentna, to nie koncentruję się na widzeniu tego, co się dzieje, tylko na pewnej myśli, idei, którą mam w głowie i którą uważam za fundamentalną. Taka konsekwencja bywa dla rodzica trudna, bo stawia go w pozycji strażnika, który musi niezależnie od okoliczności zewnętrznych i własnego stanu ducha, ciągle powtarzać tę samą zasadę. Jestem przekonana również o tym, że nie konsekwencja buduje poczucie autorytetu. Autorytet rodzica, uznanie go i branie go pod uwagę buduje bycie w relacji.

A co z poczuciem bezpieczeństwa?

Poczucie bezpieczeństwa wynika z przestrzeni, okoliczności towarzyszących tej przestrzeni oraz tego, jak się reaguje na dziecko, które się w tej przestrzeni znalazło, a nie z tego, że mamy ustalone zasady, których zawsze konsekwentnie przestrzegamy. Oczywiście, dziecko potrzebuje struktury, niektórym dobrze robi na przykład stały rozkład dnia, szczególnie tym dzieciom, które potrzebują czasu, by się przed snem wyciszyć. Jeśli więc troszczę się o dziecko i widzę potrzebę, żeby pomóc mu o odpowiedniej porze się wyciszać, wtedy służy to dziecku i służy relacji. Jeśli powołuję się na zasadę, że o dwudziestej dziecko ma być w łóżku, niezależnie od okoliczności, od której nie może być odstępstw, to mnie to blokuje.

Czy nie uważasz, że bycie konsekwentnym niejednokrotnie ma służyć temu, by to rodzice czuli się bezpiecznie, a nie dzieci?

Kiedy rozmawiam z rodzicami, to zdarza się, że mam takie wrażenie. Wtedy odnoszę się do potrzeb rodziców, które są ukryte za tą zasadą. Pozostańmy przy: „Dzieci codziennie kładą się spać o 20.”. Rodzice zapytani o potrzeby, mówią, że chcieliby mieć wieczór dla siebie, by odetchnąć, obejrzeć film. Czyli owa konsekwencja, w rzeczywistości, jest im potrzebna do zaspokojenia swoich potrzeb. Kiedy udaje się to rodzicom odkryć i przyjrzeć temu bliżej, to orientują się, że można to zorganizować trochę inaczej niż konsekwencją. Można na przykład puścić bajkę na dobranoc, posiedzieć przy dziecku dwadzieścia minut, zamiast prosić o gaszenie światła i zasypianie albo poprosić współmałżonka o czytanie dzieciom książki, a samemu odpocząć. Konsekwencja daje rodzicowi poczucie, że on ma wpływ na to, że jego dzień czy tydzień będą przewidywalne.

Co masz na myśli?

Jeśli rodzic będzie konsekwentnie odmawiał dziecku dawania przed obiadem jakiejś przekąski, to ono po iluśtam razach odmowy przestanie o to prosić. Wtedy rodzic widzi, że ma wpływ na postawę, którą prezentuje dziecko i którą on chciałby w nim ukształtować. Uważam jednak, że to jest trochę złudne, bo to nie kształtuje postawy dziecka, jaką będzie ono reprezentowało potem w świecie, tylko sposób zachowania dziecka względem rodzica. Dziecko wie, że już nie warto pytać, bo rodzic i tak odmówi, co nie znaczy, że gdy będzie mogło zdecydować samo, to nie zje tej przekąski.

Bez dyscypliny nie ma rozwoju

Przekonanie: Dzieci potrzebują dyscypliny do rozwijania swojego potencjału.

Co myślisz, Moniko, o dyscyplinowaniu dzieci?

Pod pojęciem dyscyplina, kryją się bardzo różne rzeczy, w zależności od tego, kto je wypowiada. Może więc oznaczać, że dziecko ma być posłuszne i wykonywać polecenia rodziców, albo to, że ma służyć wyższej idei, aż po ponoszenie kar, kiedy ma odmienne zdanie niż dorośli. Mi dyscyplina kojarzy się z kijem i marchewką, czyli z tym, że za pewne zachowania należy się dziecku nagroda, a za robienie rzeczy, które mnie dorosłemu się nie podobają, należy mu się kara. Trudno mi myśleć, że to w jakiejkolwiek materii służy dziecku.

A jakie może to pociągać za sobą konsekwencje?

Takie, że dziecko będzie przed nami różne rzeczy ukrywało. To nie kształtuje jego charakteru, nie rozwija jego potencjału czy umiejętności, tylko uczy go mówić i robić rzeczy, których rodzic pożąda. Zdarza się, na przykład, że rodzic bardzo chce, żeby dziecko chodziło do szkoły muzycznej, a dziecko od momentu zapisania do szkoły muzycznej, sprzeciwia się temu. Nie chce uczyć się teorii, nie chce dostawać ocen. Chce po prostu grać na gitarze.

Myślę, że ten rodzic uważa, że jak jego dziecko będzie zdyscyplinowane i będzie chodziło do tej szkoły muzycznej, to jego potencjał zostanie odkryty albo jego talenty nie zostaną zmarnowane…

To ma bardzo małe szanse na powodzenie, bo jeśli dziecko nie ma w sobie takiego pragnienia, i nie widzi w tym wartości, to będzie rodzicom sprzedawało informacje, które stworzą pozór tego, że jego charakter jako muzyka właśnie się kształtuje.

Twoim zdaniem nie będzie się kształtował?

Ono nabędzie umiejętności pisania nut, czytania z nut, komponowania. Jednak praca bez radości nie pozwoli mu wydobyć tego, co ważne, co autentyczne – pasji, życia. Ono będzie bardziej rzemieślnikiem niż pasjonatem. Dlatego ja w takiej sytuacji nie stawiałabym na dyscyplinę. Postawiłabym na odkrywanie tego, co się kryje za niechęcią do szkoły muzycznej oraz na szukanie strategii, które pozwolą tę niechęć przezwyciężyć. Pokazałabym, co można zyskać chodząc do szkoły muzycznej i… pozwoliła dziecku dokonać wyboru.

Poza tym aspektem rozwojowym – dyscypliny jako drogi do realizacji potencjału – powszechne jest przekonanie, że pożądana a nawet potrzebna jest pewna „karność” w stosunku do rodzica. Ta karność bywa uważana za wyznaczniki tego, jak rodzic sobie radzi w swojej roli.

„Karność” wiąże się z karą oraz z posłuszeństwem.

Zgadzam się. Zdarza się jednak, że w ustach niektórych ekspertów od wychowania, nauczycieli, ale i rodziców, temu słowu nadaje się wydźwięk pozytywny.

To słowo ma wydźwięk pozytywny wtedy, gdy jest się w wojsku. W relacji podwładny-dowódca, karność jest niezbędna do tego, by był utrzymany porządek i bezpieczeństwo. Wtedy karność ma sens, bo żołnierz jest zobowiązany do posłuszeństwa wobec rozkazu dowódcy, który ma zapewnić bezpieczeństwo obywateli. Natomiast w relacji rodzic-dziecko karność nie ma sensu, bo stosunkowo rzadko, jeśli nie marginalnie, zdarzają się takie sytuacje, w których my gwarantujemy bezpieczeństwo społeczności lokalnej, rodziny, czy samego dziecka, wymagając bezwzględnego posłuszeństwa. W karności kłopot jest taki, że ona łamie dziecko. Zamiast rozmowy, partnerstwa i dialogu jest wykonywanie poleceń. Widzę to szczególnie po nastolatkach, którzy są wychowywani w karności, że kiedy mają okazję zrobić coś, co występuje przeciwko tej karności, to one po prostu to robią.

Za dwa tygodnie zapraszam na drugą część, w której będziemy dyskutować z kolejnymi, poradnikowymi zasadami.

Jeśli chcesz otrzymać informację o nowych rozmowach na stronie Rozmowy o dzieciach, zostaw mi swój adres e-mail:

Zdjęcie: justininsd / CC BY-NC-SA