Zgodzić się czy odmówić? O mówieniu „NIE”

Zgodzić się czy odmówić? O mówieniu „NIE”

Jak rozpoznać, na które prośby dziecka przystać, a kiedy lepiej zdecydować się na odmowę? Czego uczy się dziecko, gdy z nim negocjujemy i czy zawsze trzeba nalegać na mycie zębów? Rozmowa z Małgorzatą Musiał – pedagogiem, trenerką, mamą trójki dzieci, autorką bloga Dobra Relacja,  uhonorowaną Laurem Bliskości 2014.

Gosia Stańczyk: Czy rodzice mają problem z mówieniem „nie”?

Małgorzata Musiał: Na zajęciach „Szkoły dla rodziców”, której jestem trenerem, całe warsztaty poświęcone są granicom. Mam wrażenie, że rodzice rzeczywiście często mają problem z mówieniem „nie”. Zwłaszcza ci rodzice, którzy są bardzo skoncentrowani na zaspokajaniu potrzeb dzieci…

Dlaczego?

Bo nie da się odmówić tak, by dziecko nie okazało niezadowolenia, a jak dziecko okazuje niezadowolenie, to rodzic wpędza się w poczucie winy, że nie jest wystarczająco dobry, że coś źle robi. Z drugiej strony, bywa i tak, że dorośli myślą o sobie, że jako „dobrzy rodzice” nawet po dziesięciu godzinach spędzonych z dziećmi, kiedy padają na twarz, powinni przeczytać bajeczkę, powinni mieć siłę się z nimi pobawić, nawet jeśli mieli koszmarny dzień. Trudność stanowi więc nie tylko to, by odmówić dziecku, ale i to, by odmówić samemu sobie tego poczucia bycia „dobrym rodzicem”.

Dlatego przychodzą na warsztaty, by nauczyć się z czystym sumieniem odmawiać?

Być może, że tego właśnie się na tych warsztatach uczą, ale przychodzą zwykle z innym zamiarem. Przychodzą, poszukując takiego sposobu, który pozwoliłby odmówić dzieciom tak, aby one nie protestowały, nie płakały i nie złościły się, czyli szukając takiej drogi, żeby dziecko przyjmowało odmowę bez emocji.

I wtedy dowiadują się, że tego nie da się zrobić?

Tak, ale dowiadują się też, że mają prawo odmawiać nawet wtedy, kiedy dziecko protestuje, jeśli za tą odmową stoi jakaś ważna potrzeba. Robiąc to, nie tylko dbają o siebie, ale i pokazują dzieciom, jak mogą wytyczać swoje własne granice. Dziecko, widząc rodzica, który podąża za swoimi potrzebami, uczy się tego i samo również będzie w taki sposób funkcjonowało w przyszłości, w relacjach z innymi ludźmi.

Kiedy stawiać na własne potrzeby a kiedy odpowiadać na potrzeby dziecka?

To zależy. Odpowiedź na to pytanie trzeba odnajdywać w każdej sytuacji od nowa. Aby ją odnaleźć, muszę najpierw wiedzieć, gdzie są moje granice: czego chcę, czego nie chcę, czego potrzebuję, co lubię a czego nie lubię? Dla mnie osobiście, dużym wyzwoleniem była książka Jespera Juula „NIE z miłości”, która bardzo pomogła mi w tym, by w prosty sposób szukać podstawowych uczuć, które we mnie płyną. Zastanawiam się: Czy ja jestem w zgodzie ze sobą, kiedy podejmuję decyzję? Czy jestem zadowolona z tego, że na coś się zgadzam i czy ja mogę na to przystać, bo chcę i czuję, że to jest OK? Patrzę też na to, czego potrzebuje dziecko i zdarza mi się pytać samą siebie: co właściwie stracę, gdy się nie zgodzę? Widzę, że dziecku zależy. Czy jestem w stanie na to przystać?

OK, załóżmy, że tę odpowiedź w sobie znajdziemy i jest odmowna. Jak odmawiać?

Używać języka osobistego. Mówić: ja chcę, ja nie chcę, ja potrzebuję. Jeśli coś ma dotrzeć do dzieci, poruszyć je, to na pewno nie będzie to odgórne sformułowanie, typu: „należy robić to i to”, „powinno się”, „wszyscy tak robią”. Przy używaniu języka osobistego, trzeba jednak pamiętać, że to musi działać w dwie strony, żeby dziecko też miało okazję zostać wysłuchane. W innym wypadku perspektywa rodzica nie będzie go interesowała.

Czy rodzicielskie „Nie” podlega negocjacjom? Myślisz, że możemy z dziećmi różne rzeczy negocjować?

Jak najbardziej! Jestem co do tego przekonana. To jest dla dzieci cenna lekcja tego, jak nawiązuje się dialog, jak wchodzić w dyskusje, jak argumentować, jak brać pod uwagę zdanie drugiej osoby. Czyli z jednej strony jest to nauka tego, w jaki sposób podejmuje się decyzje, a z drugiej, jest to dla dzieci niezastąpione doświadczenie tego, że to, co one myślą, co przeżywają, co czują i czego potrzebują nie jest ani trochę mniej ważne niż to, co myśli potrzebuje i czuje rodzic, czy jakie są potrzeby całej rodziny. Myślę nawet, że sama decyzja nie jest tak ważna, jak proces, który towarzyszy podejmowaniu jej. Czy towarzyszy temu wsłuchiwanie się w to, co mówi dziecko i przyjmowanie jego argumentów oraz gotowość do zmiany swojego stanowiska pod wpływem tych argumentów i przyznania się do błędu, czy żelazna niezłomność.

Mówiłaś, że nie da się odmówić tak, żeby dziecko przyjęło tę odmowę całkowicie bez emocji. Jak się na te emocje przygotować i co z nimi zrobić?

Ja, jako rodzic, mam prawo odmówić, czyli na coś się nie zgodzić, a dziecko ma prawo być niezadowolone i okazywać swoje niezadowolenie. Ważne, żeby w takich sytuacjach nie brać różnych komunikatów, które wysyła dziecko, dosłownie. Ono dopiero uczy się poruszać się w świecie słów i kiedy mówi: Nienawidzę Cię, jesteś głupia, to ono wcale nie ma na myśli tego, że nienawidzi matki czy ojca i uważa go za głupiego, tylko chce powiedzieć: Jestem niezadowolony, że nie dzieje się po mojej myśli. Jest mi z tym trudno i chcę żebyście to zobaczyli. Warto wtedy przeformułować takie zdanie i mówić to, co się usłyszało, przekładając to na bardziej akceptowalny język: Widzę, że się na mnie zdenerwowałeś/Widzę, że jesteś rozzłoszczony tą decyzją. Nie ma potrzeby dodawać nic więcej, bo kiedy dziecko jest w silnych emocjach, to prowadzenie z nim dyskusji nie ma najmniejszego sensu. Ważne natomiast, żeby zaakceptować to, że ono jest niezadowolone, bo ono ma prawo być niezadowolone.

Czy Ty jako mama masz czasem problemy z mówieniem nie?

Miewam, chociaż szczerze powiedziawszy, jestem takim rodzicem, któremu rodzicielstwo bliskości pozwoliło nie narzucać dzieciom swojej woli przez cały czas. To, co mnie trochę ratuje, to staranie, żeby bardzo mocno dostrzegać perspektywę moich dzieci. Zdarza się, że jestem z dziećmi cały dzień w domu, a potem jeszcze czytam im na dobranoc, a one wtedy ciągną mnie za rękę i mówią: Zostań. Zostań jeszcze chwilę, jeszcze chcę z Tobą poleżeć, chcę się poprzytulać. Myślę sobie: One potrzebują przecież. Jestem zmęczona i mam dość i chcę wyjść, żeby się zająć swoimi rzeczami, ale przecież „one potrzebują”. Bywa mi trudno czasami rozgraniczyć, które potrzeby w tym momencie mają pierwszeństwo. Czy ich potrzeby zostały zaspokojone i ja mogę z czystym sumieniem zająć się swoimi sprawami, czy zaufać temu, że one mnie ciągną za rękę i chcą więcej? Miewam takie dylematy. Trzymam się Juula.

Patrząc na sprawę od drugiej strony, jak radzić sobie z dziecięcą odmową?

Wiele zależy od naszego nastawienia. Jak spojrzymy na różne sprawy uczciwie, to okazuje się, że wiele z nich można byłoby spokojnie odpuścić, a my na nie nalegamy tylko z przekonania, że powinno być tak, jak mówią dorośli. Często rodzice są otwarci na to, żeby szanować autonomię dziecka, ale w pewnych ograniczonych ramach. Mówią: OK, niech nie je tego, czego nie lubi, niech chodzi ubrane w piżamę przez cały dzień, ale absolutnie nie pozwolę na to, żeby moje dziecko nie umyło zębów i tutaj będę bezwzględnie stosować przemoc, bo te kwestie są zbyt poważne. Oczywiście chcąc taki argument obalić, narażasz się na bycie nieodpowiedzialnym rodzicem, który zabrnął już nieco za daleko. Tymczasem, często nie podejmujemy wielu kroków, łącznie z zupełnym odpuszczeniem kontroli na parę dni. Uważam, że to jest bardzo dobra zasada, by wszędzie tam, gdzie nie wiem co zrobić, nie robić nic.

Zdarza Ci sie nie robić nic?

Tak. Po prostu siedzę i patrzę. Wiem, że nic się dziecku nie stanie, jak ono raz, drugi i trzeci tych zębów nie umyje. To może mi dać czas, żeby ochłonąć i zastanowić się, jak mam ten temat ugryźć. Z małym dzieckiem nie usiądę i nie porozmawiam, ale z większym mogę. Najlepiej więc usiąść i zastanowić się albo zapytać, dlaczego to jest dla niego problem. Może dziecko nie rozumie, dlaczego to jest dla nas takie ważne, żeby myło zęby, a może jest coś, co stoi na przeszkodzie a dziecko nie umie się z tym uporać i nie wie, gdzie ma szukać pomocy. Może rzucam oschłe polecenia, a dziecko potrzebuje trochę entuzjazmu i tego, żeby to zmienić w zabawę i zrobić z wieczornego mycia zębów jakiś show. A może załatwia sobie w ten sposób jakieś inne potrzeby, bo jego autonomia nie była szanowana w taki sposób, w jaki ono tego potrzebuje i ono przez to nie mycie zębów trochę sobie odbija. W momencie, kiedy zaczynam się skupiać tylko na tym, że moje dziecko ma umyć zęby, bo działam w trosce o jego zdrowie, to mogę stracić z oczu coś dużo ważniejszego. Oczywiście, jeśli dziecko wybiega na ulicę, to nie będę siedzieć i się zastanawiać, co zrobić. Nie o to chodzi. W sytuacjach, w których to zagraża realnie zdrowiu lub życiu dziecka lub kogoś z otoczenia, jestem zobowiązana działać. Większość sytuacji, w których rodzice ingerują, wcale taka nie jest.

Czyli rodzicielski upór wcale nie pomaga?

Popatrz na taką sytuację. Zdarza się, że mówimy, że coś ma być zrobione, a potem stoimy i czekamy, aż to będzie zrobione. Żaden dorosły nie czuje się dobrze w takiej sytuacji, gdy ktoś mu pokazuje coś palcem, a potem analizuje każdy jego krok, póki tego nie zrobi. Czasami powiedzenie: Chciałabym, żebyś posprzątała na biurku i wyjście z pokoju, nawet wobec zarzekania się dziecka, że absolutnie nigdy tego nie zrobi, może sprawić, że dziecko za 5 minut to zrobi, bo ono samo podejmuje decyzję, gdy nikt nie stoi nad nim z batem. Najważniejsze jest to, żeby trochę odpuścić i nie upierać się tam, gdzie to jest mało istotne, bo wtedy będzie nam łatwiej podejmować zdecydowane kroki tam, gdzie jest taka potrzeba.

Wydaje mi się, że dając przestrzeń temu dwulatkowi czy starszemu dziecku, żeby mogło samo o sobie decydować, robimy coś więcej niż tylko odpuszczamy. Pozwalamy mu uczyć się odpowiedzialności. Kiedy przychodzi ten czas na naukę odpowiedzialności?

Myślę, że nie ma wyznaczonej daty. Nie można powiedzieć, że jak dziecko zdmuchnie pięć świeczek na torcie, to jest właśnie ten czas, kiedy może się zacząć uczyć brać za siebie odpowiedzialność. Ono się uczy od samego początku, od kiedy się urodzi. Uczy się odpowiedzialności przez odkrywanie, że to ono najlepiej wie, czego potrzebuje – nie mama, nie otoczenie, ale ono samo wie, kiedy jest głodne, kiedy mu zimno – i jeśli chce te potrzeby zaspokoić, musi poinformować o nich otoczenie. Uczy się ufać swoim odczuciom i brać odpowiedzialność za nie, zamiast wzrastać w przeświadczeniu, że wszyscy dokoła powinni się domyślać, co ono myśli i czuje, oraz odpowiadać na jego niewypowiedziane potrzeby.
Nam, rodzicom zdarza się niejednokrotnie zwalać konsekwencje swoich decyzji na wszystkich dookoła, w szczególności na dzieci i manipulować odpowiedzialnością.

Możesz podać jakiś przykład?

Wyobraź sobie, że wychodzimy na zakupy z dzieckiem. Ono się upiera, że weźmie hulajnogę. Wiemy już z doświadczenia, że to się kończy tak, że dziecko potem nie ma siły na tej hulajnodze jechać, a my wracamy objuczeni zakupami i robi się problem. A jednak godzimy się, żeby tę hulajnogę wzięło, dla świętego spokoju. Oczywiście dzieje się jak zwykle, czyli wracam z siatami, a dziecko mówi, że ono już nie ma siły i nie weźmie hulajnogi. Bardzo często rodzic zaczyna wtedy zrzucać odpowiedzialność na dziecko: Przecież mówiłam, żebyś nie brała, Wiedziałam, że tak będzie, Nigdy mnie nie słuchasz, Zawsze wiesz lepiej. Przy czym bierze tę hulajnogę, idzie z nią i trajkocze jeszcze przez jakiś czas. Nie potrafimy bardzo często wziąć odpowiedzialności, za decyzje, które podejmujemy.

A jak wygląda odpowiedzialne zachowanie w takiej sytuacji?

Podjęłam błędną decyzję, bo zgodziłam się na to, żeby moje dziecko wzięło hulajnogę i teraz jesteśmy w takiej sytuacji. Mam świadomość, że jako osoba dorosła na to zezwoliłam i ponoszę w pewnym stopniu odpowiedzialność. Co mogę zrobić? Mogę wziąć tę hulajnogę i przyjąć, że to jest moja decyzja, a nie że to dziecko na mnie to wymusza i zapędza mnie w kozi róg, albo nie jestem w stanie wziąć tej hulajnogi i dziecko musi ją nieść. Chociaż wcale nie uważam, żeby trzeba było je na to narażać, bo dwulatek może nie przewidzieć tego, że będzie mu ciężko.

Małgosia Musiał jest pedagogiem, mamą trójki dzieci, autorką bloga Dobra Relacja. Na co dzień wspiera rodziców w ich codziennych wyzwaniach.

Jeśli chcesz otrzymać informację o nowych rozmowach na stronie Rozmowy o dzieciach, zostaw mi swój adres e-mail:

Zdjęcie: Marina del Castell / CC BY

 

podcast feature 002

Podcast #002 – Czy oceny pomagają się uczyć z Agnieszką Stein

Serdecznie zapraszam do odsłuchania drugiego odcinka podcastu „Rozmowy o dzieciach”. Rozmawiam w nim z Agnieszką Stein na temat szkolnych ocen. W jaki sposób stopnie wpływają na motywację dziecka do nauki, a także na to, jak postrzega ono samego siebie? Skąd w szkole taki opór przed rezygnacją z wystawiania stopni nawet w klasach I-III? Co może zrobić rodzic, […]

plaza hustawki

Mity o rodzicielstwie, które szkodzą relacji i rozwojowi – część I

W rozmowie z Moniką Szczepanik przyglądamy się przekonaniom, które nie służą relacjom, pomiędzy rodzicami i dziećmi, a które są bardzo silnie zakorzenione w społecznej świadomości. Przekonaniom, w których utwierdzają rodziców ich własne doświadczenia z dzieciństwa, liczne poradniki i artykuły. Podczas warsztatów dla rodziców, moja rozmówczyni wielokrotnie słyszy od uczestników, że stosując się do takich zaleceń, […]

Swieta - ulica z dekoracjami

Po pierwsze pozbyć się oczekiwań

O tym, co może spotkać nas w święta Bożego Narodzenia i jak się do nich przygotować, rozmawiam z Małgorzatą Musiał, autorką bloga Dobra Relacja. Gosia Stańczyk: Chciałabym, żebyśmy porozmawiały o tym, jak nastawić się na święta, żeby były one czasem dobrym, wzbogacającym i zbliżającym rodziców i dzieci? Masz na to swoje sposoby? Małgorzata Musiał: Najważniejsze […]